czwartek, 28 stycznia 2010

babskie Dyrdymaly?!

Postanowilam sobie, ze zrobie sobie henne moich przekochanych rzes. Po co? A po to, zeby nie musiec ich malowac i zeby podkreslic, ze sa dlugie. Kupilam henne, czarna oczywiscie. Wg zalecen producenta zrobilam probe uczuleniowa, ktora uczulenia u mnie nie wykryla, a przynajmniej mi sie tak wydawalo.Przystapilam wiec do aktu tegoz rozmnazajac ok. 1cm farby i 11kropelek aktywatora. Po uzyskaniu jednolitej konsystencji, zabezpieczeniu skory wokol oczu kremem tlustym, przystapilam do akcji. Szczoteczka, ktora przeznaczylam do tegoz zabiegu okazala sie nieodpowniednia, ale juz nie chcialo mi sie jej wymieniac. Nakladalam ta henne i nakladalam na moje wlosy na oczach... oczywiscie powieki byly czarne, czego sie lekko przestraszylam, bo nie chcialam miec sladow po tymze zabiegu. Postanowilam wiec, poki gorace, zmyc czarna farbe z powiek. Robilam to tlystym kremem, ale jakos za bardzo schodzic nie chciala... Zaczelam sie lekko denerwowac i planowac w mojej kreconej, jak to ja jutro bede kladla na powieki kilogramy fluidu, zeby nie bylo widac, co wyczynialam poprzedniego wieczoru. Okolice rzes to mnie tak w ogole piekly niemilosiernie, ale odliczalam ostatnia minute, bo skoro juz zaczelam, no to skoncze w odpowiednim momencie, zeby rzesy nabraly koloru. No i nabraly oczywiscie... Nie tyle co chcialam i nie wyglada to tak, jakbym sie spodziewala, ale zle nie jest. Rzeklabym wrecz, ze przyjemnie. Ale i tak najlepsze bylo zmywanie pozostalosci z moich oczu - mydlem, zywym mydlem potarlam jedno z oczu i nie mogac wytrzymac szczypania walilam kolanem o kolano, zeby odwrocic sobie uwage od bolu. Bo ja stalam nad zlewem oczywiscie. Poczatkowo farba nie chciala schodzic z zabezpieczonych miejsc, ale...! Ostatecznie wszystko zeszlo, rzesy zostaly lekko zafarbowane, no ale teraz troche pieka mnie powieki. Hm. Mam nadzieje, ze moje oczy beda normalnie rano wygladac... Oby.

Podsumowujac: Henna - nie robcie tego w domu!


A tak poza tym, to mialam dzis wolny dzien i pieknie sobie posprzatalam lazieneczke i pokoiczek, zrobilam kotlecika na obiadek, a pozniej bylam na zakupach, ktore mialy byc male, ale jak to przyszla pani domu: "to sie przyda... ooo tansze o 2 dolary! Biore!" itd... I wydalam 4razy tyle niz planowalam, lecz nie zaluje ;) w koncu w marcu odwiedzam Polsce, a kazda drobnostka dla kazdego sie przyda :)


9 ton welny :):

  1. Ja z żadną henną eksperymentować nie zamierzam, bo moje rzęsy są naturalnie bardzo ciemne i tuszu używam rzadko, okazjonalnie wręcz, haa! ;D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Nigdy nic nie wiadomo :P. A nóż widelec może do mojej głowencji kiedyś wpadnie niesamowity pomysł wyjazdu do Stanów? Pożyjemy, zobaczymy :)
    Henna? Nigdy nie myślałam, żeby jej używać, więc takie przygody na razie mi nie grożą :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. W takim razie nigdy henny nie użyję. Na Gwiazdkę dostałam pierwszy w moim życiu prawdziwie mój tusz do rzęs. Wypróbowałam od razu, a później... spokojnie odłożyłam na półeczkę i stoi tam samotny i zakurzony. Pozdrawiam, Wiewióra z dziupli

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Żadnej henny w domu;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Ja tam jednak wolę statystyczny tusz do rzęs :P

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Myślałam kiedyś nad henną, ale się boję :D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. To dlatego taką niewyraźną minę miałaś na tamtym zdjęciu! :D

    [potargane-zapiski.blog.onet.pl]

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. W takim razie henna odpada, zostaję już tylko przy tuszu :)
    Patrzę, że ja podobnie wychodzę na zakupy. Czasami jak już się rozpędzam to mówię do siebie: 'Marta wychodzimy, bo masz za dużo pieniędzy' ;P

    pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń na zawsze